sobota, 9 czerwca 2018

45. Złamane serce

Diabelski młyn. Gwiazdka wpatrywała się zafascynowana w fajerwerki.
Wieża Tytanów. Cała piątka usiadła przed telewizorem i obejrzała horror. Bestia piszczał ze strachu, a Rachel udawała, że ją to nie rusza.
Tamaran. Biegł razem z Tytanami, by powstrzymać małżeństwo Gwiazdki.
Wieża. Cyborg oznajmił im, że zostaje z Tytanami Wschodu.
Jump City. Trygon zniszczył Ziemię, a on biegł, by odnaleźć Raven.
Gotham. Wspólnie szukali Connora.
Jaskinia...

Ciszę przerwał dźwięk rozrywanego materiału. Zmrużył mocniej oczy, po czym je otworzył. Na przeciwko jego łóżka, oparta o swoje łóżko siedziała Gwiazdka. Patrzyła pusto w przestrzeń. Obudziło go to całkiem. "Gwiazdka... nie żyje?" Przeniosła spojrzenie na niego. Przez chwile odetchnął z ulgą. Wygrzebał się z pościeli i podbiegł do niej. W jej klatce piersiowej, w towarzystwie ran szarpanych, widniała rękojeść, którą podtrzymywała dłońmi.
- Obudziłam się kiedy nade mną stał. - wydyszała. - To stało się tak szybko, w tym jest trucizna.
- Nic nie mów - odpowiedział, drąc swoją pelerynę. Gwiazdka nie odezwała się ani słowem w trakcie tej operacji. Przyłożył materiał do rany, tamując krwotok. Gorączkowo myślał. Gwiazdka również.
- Kim dla siebie jesteśmy? - spytała, tłumiąc kaszel. Czy był lepszy moment, by zadać to pytanie? W obliczu zagrożenia odwaga przychodzi znikąd.
- Wybacz mi, Gwiazdko. Myślę, że myliłem się wcześniej. - powiedział, poprawiając ucisk - Myślałem, że jeśli będziesz moją przyjaciółką, to nie będzie bolało aż tak. Myliłem się - powtórzył - To nie może boleć bardziej. - pochylił głowę. Gwiazdka wpatrywała się w niego, zastanawiając się, co jeszcze chce dodać. - Przepraszam. Wybraliście mnie na lidera, a ja was zawiodłem.
- Jesteśmy drużyną, to niczyja wina.
- Przywódcy zawsze są odpowiedzialni. - odparł Robin. - Nie nadaję się na to stanowisko.
- Nie obwiniaj się. Byłeś wspaniały. Jesteś. Ocaliłeś mi życie.
- Zrobiłem to machinalnie. Nóż leciał na ciebie i Barbarę, nie wiedziałem wtedy o tym.
- Machinalnie robisz to, co w tobie najlepsze. - zauważyła, będąc myślami w Wieży Tytanów. Po policzkach popłynęły jej pierwsze łzy. Obserwował jak spadają na rączkę noża. I po raz pierwszy z pełną świadomością, ochotą i licząc się z jakimikolwiek konsekwencjami, powoli zbliżył swoją twarz do jej. Wiele myśli krążyło mu po głowie. Od uciskania peleryny po myśl jak bardzo człowiek docenia, gdy traci. Złożył na jej ustach delikatny pocałunek, którego nie była już w stanie oddać. Ucisnął mocniej opatrunek, rozglądając się za czymkolwiek, co mogłoby mu pomóc.
- To wystarczy - powiedziała, starając się brzmieć wyraźnie - Nie chce... nic... więcej.
- Ja muszę coś zrobić - odpowiedział - Leki czy... szpital.
- Ko..am Ci..ę.
- Nie żegnaj się.
- Czy ja... chce... zobaczyc... Cię...naprawdę - spojrzała na niego, mając nadzieję, że zrozumie jej prośbę. Pomyślał chwilę i na szczęście zdołał domyślić się w czym rzecz.
- Nie zabieraj tego sekretu do grobu. Nie możesz - wyszeptał zdejmując maskę. Oczy Gwiazdki nieco rozszerzyły się.
- To... ja... - podniosła powoli dłoń, która zatrzymawszy się w połowie drogi, opadła z łoskotem na ziemię.

Kilkanaście minut później, krzyk Raven obudził Cyborga i Damiana. Kiedy oboje wstali dostrzegli, dlaczego krzyknęła. Przed nią na podłodze leżeli Gwiazdka i Robin.