środa, 12 kwietnia 2017

34. Strata

Mimo swoich robotycznych kończyn potrafił odczuwać różnice w temperaturze. Odkąd jest otoczony przez ściany tej jaskini wciąż czuł przeszywający chłód. Na zewnątrz z pewnością było 30 stopni, jednakże tutaj temperatura potrafiła spaść nawet do zera. Jako robot, Cyborg nie odczuwał tego tak mocno, jak jego w pełni ludzcy przyjaciele, ale chłód już zawsze będzie mu przypominał Jinx. Ich ostatnią wspólną misję i wszystkie dni spędzone przy jej za hibernowanym ciele.
Tak więc myślał o niej jeszcze częściej niż do tej pory, o ile to było możliwe.
Obecnie najważniejsza osoba w jego życiu została zamordowana, a on nie może nawet ukarać jej mordercy. Wiedział, że gdyby zaatakował Jokera w pojedynkę kompletnie by to nic nie dało - sam umarłby zanim zdążyłby do niego dobiec. Nie, to nie miałoby sensu, jednak ta bezczynność dobijała go do granic możliwości. Co zrobiłaby Jinx na jego miejscu?
- Kto jest za planem Raven? - spytał Robin i natychmiast usłyszeli jednocześnie okrzyk Bestii i Gwiazdki. Cyborg bił się z myślami. Oczywistym było, że to Raven ma rację, jednak wiedział, że jeśli nie poprze Jinx, to będzie na niego wściekła. "Pomyśl o drużynie, Cy", skarcił się w myślach i odpowiedział, że także jest za pomysłem Raven. W życiu jeszcze Jinx nie spojrzała na niego w ten sposób. Cyborg spróbował się wytłumaczyć:
- Przykro mi, Jinx, Rae ma racje... 
- Tak? - w jej krzyku dało się słyszeć furię - A więc znajdę go na własną rękę. 
Odwróciła się i odeszła mimo jego wołań.

Teraz widział jak wielki błąd popełnił. Gdyby wtedy jej posłuchał... Ale czasu nie cofnie. Bo gdyby mógł...


Leżała zwinięta w kłębek pod jedną ze ścian z utkwionym w nią spojrzeniu. Przez ten cały czas rozmyślała na poważnie o tym, co powiedział jej Cyborg. Żeby walczyła o Robina. Wtedy zignorowała jego rady. Wtedy linia między życiem a śmiercią nie była aż tak cienka. A teraz, kiedy znaleźli się w takim położeniu... czy miała coś do stracenia? 
Zwłaszcza, że miała pewność, że ona także nie była mu obojętna. Przecież pocałował ją wtedy, w wieży. Chyba nie całował każdej Tytanki, prawda?
I to, co mówił Cyborg, jakoby Robin miałby być zazdrosny o pogłębiające się relacje jej i Cyborga? 
I w końcu Robin bez wahania uratował jej życie, narażając innych.
Czy to nie są wyraźne znaki, że powinna coś z tym zrobić? Zanim (nie chciała tego przyznać przed samą sobą) któreś z nich prawdopodobnie umrze? 
Zamknęła oczy i obmyśliła wszystko raz jeszcze. Natychmiast przyszedł do niej z pomocą, gdy była przygnębiona i ją pocałował, Cyborg zauważył u niego zazdrość, uratował jej życie, nawet instynktownie.
Koriand'r, w trakcie pobytu na Tamaranie byłaś wojowniczką. Walczyłaś z obcą sobie rasą na Ziemi, byłaś godnym przeciwnikiem dla czwórki Ziemian. I ty boisz się przyznać do swoich uczuć? zapytała siebie w duchu. Na Tamaranie nie było miejsca na słabość, więc jej nie okazywała. Ziemia długo była dla niej pobłażliwa.

 Ale Gwiazdka wciąż była tą samą osobą. Tą silną Koriand'r, która tamtego dnia wydostała się bez niczyjej pomocy z więzienia.  To co teraz chciała zrobić nijak się miało do tego, co robiła wcześniej. 
A w obecnym czasie nawet jeśli Robin by ją odrzucił, wyśmiał. Cóż z tego? Zawsze może wyjść z tej jaskini, a Joker sam ją znajdzie i wtedy nic nie będzie miało znaczenia. 
Tak więc wstała, nawet zbyt gwałtownie, aż zwróciła na siebie uwagę kilku par oczu. Zignorowała jednak te spojrzenia i wyprostowała się lekko zadzierając głowę. 
Teraz albo nigdy. 
W drodze uznała, że może trochę osaczyć Richarda swoją postawą, więc starała się nadać twarzy jakiegoś neutralnego wyrazu. A po chwili także trochę zniżyła głowę - w końcu Robin był od niej niższy. Znalazła go w jednym z korytarzy, opierającego się o ścianę i badającego swój komunikator wzrokiem. 
- Eem, Robin? - zagaiła, a on powoli podniósł głowę, patrząc na nią nieprzytomnym wzrokiem. 
- O co chodzi? - spytał chowając urządzenie. Gwiazdka stanęła obok niego, dotykając plecami chłodnej skały. 
- Ja... chciałam z tobą porozmawiać. - nagle cała jej pewność siebie ulotniła się. Znów była zagubioną na Ziemi Gwiazdeczką. 
- Coś nie tak? - zmarszczył brwi (co dla Gwiazdki nie było w pełni widoczne). - Zawsze możesz ze mną porozmawiać. Już ci to mówiłem.
- I właśnie o tym chciałam z tobą pomówić.  Widzisz... wtedy w wieży...
- Wiem. - przerwał jej. Gwiazdka zauważyła na jego twarzy blady rumieniec. - Chcesz porozmawiać o tym co się wtedy między nami wydarzyło? 
- Tak... i nie - odparła Gwiazdka. Raczej o tym, co my z tym zrobimy, dodała w myślach.
- Chyba wiem, co masz na myśli. - zaczął powoli, a Tamaranka odetchnęła z ulgą. To było takie proste!
- Chciałam ci powiedzieć o moich obecnych uczuciach. - dodała, a chłopak powoli pokiwał głową. 
- Wiem, rozumiem cię. Widzę, że nie łatwo ci o tym mówić i jestem wdzięczny, że starasz się mnie oszczędzić, ale nie musisz dłużej skrywać uczuć. Podejrzewałem to już od jakiegoś czasu. - oznajmił Robin, a Star poczuła się nieco skonfundowana. "Starasz się mnie oszczędzić"? To zdanie nie pasowało jej do całości. 
- Ale... - zaczęła, ale ponownie jej przerwał.
- Spokojnie  - wysilił się na lekki uśmiech. - Nie będę miał wam tego za złe. Może nawet jestem mu to winien. 
- Ale o czym ty...? - już nic nie rozumiała. Mówili o ich pocałunku, a on nagle mówi, jakby tam był ktoś jeszcze.
- Cyborg na pewno poczuje się lepiej mając cię u swojego boku. - tego się naprawdę nie spodziewała. Ona... i  Cyborg?
- Robin, ale ja...
- Naprawdę. Jeszcze raz cię przepraszam za ten pocałunek w wieży, zachowałem się okropnie. - poklepał ją po ramieniu - Wszystko będzie dobrze - dodał mniej pewnie i odszedł, zostawiając osłupioną Kori.