środa, 6 grudnia 2017

39. Ziemia i kruk

Chciała stąd uciec. Jak  najdalej się tylko dało. Podeszwy jej butów stukały głośno o chodnik, gdy biegła. Potrącała przypadkowych przechodniów w tej ślepej ucieczce, nie zważając na nic. Ani na łzy płynące strumieniami po policzkach ani na późną porę. Liczyło się tylko to, że biegnie. Nie ważne dokąd.
Tak naprawdę ta ucieczka nie miała sensu. Jedyne miejsce, którego powinna się obawiać było kilkaset kilometrów stąd i nie groziło jej niebezpieczeństwo. Jednak to nie od tego chciała uciec. Mimo że sama wiedziała, że to bezsensu to uciekała nie od miejsca, lecz od swoich myśli, od siebie. Ale one tylko się nasilały, z każdym krokiem. Gdy dźwięk pod jej stopami zmienił się, wreszcie się zatrzymała. Nie stała już na chodniku, lecz na drewnianych panelach. Spojrzała przed siebie zamglonym spojrzeniem i dostrzegła molo. Dobiegła aż do plaży. Ugięły się pod nią kolana, uklęknęła z głuchym łoskotem. Jest tyle miejsc na świecie... a ona musiała trafić akurat nad wodę? Ocean, płaskie kamienie, brzeg... to wszystko do końca życia miało jej przypominać Bestię. Ukryła twarz w dłoniach.
Klęczała tak nieruchomo dłuższą chwilę. Wraz z nową myślą, powoli podniosła się, odsłaniając twarz.
Może to i lepiej... To, że wszystko jej o nim przypomina, nie pozwoli jej zapomnieć o tym, jak wiele krzywdy mu wyrządziła.
Bestia...
Jak wiele by oddała, żeby cofnąć czas... Czy gdyby nie zbliżyła się do niego przy pierwszym spotkaniu, jej zdrada zabolałaby go tak bardzo? Może gdyby w ogóle wtedy nie spotkała Tytanów, zignorowała ich, albo w ogóle nie wychodziła tamtego dnia ze swojej jaskinii? Czy wtedy Bestia by nie cierpiał?
Na pewno... nigdy by jej nie poznał, nie polubił, nie zakochał się w niej... Nie zdradziłaby przyjaciół, nie opanowałaby swoich mocy... właśnie. Czy to by coś zmieniło? Czy gdyby nie spotkała wtedy Tytanów, Slade nie zaproponowałby jej pomocy? Nie, na pewno by to zrobił. I wtedy, nie znając Tytanów bez skrupułów mogłaby się ich pozbyć w zamian za kontrolę nad mocą. I tak musiałaby z nimi walczyć... Ale wtedy Bestia by jej nie znał, walczyłby jak z każdym innym przestępcom, nie zraniłaby go...
Ale czy mając możliwość cofnięcia czasu, potrafiłaby oprzeć się pokusie poznania go raz jeszcze?

Azarath Metrion Zinthos... Azarath Metrion Zinthos...
Azarath...
Metrion...
Zinthos...
Azarath... dom.
Otworzyła powoli oczy, wiedząc, że nie będzie już w stanie kontynuować medytacji. Teraz jej myśli zaprzątał jej dawny dom. Nie chciała jednak wspominać tych opustoszałych ulic, które widziała tak dawno temu. Odgarniając włosy na plecy, powoli wstała. Jej wzrok od razu przykuło lustro zawieszone na wysokości jej oczu. Dopiero niedawno zaczęła się przyzwyczajać do nowego wyglądu. Czarna, wycieniowana grzywka zasłaniająca pomalowane brwi. Długie, proste jak drut włosy sięgające mostka. Oczy w kolorze dojrzewającego miodu.
Lewą ręką odgarnęła grzywkę. Czakra wciąż była niewidoczna, zamaskowana makijażem.
Westchnęła, przygładzając z powrotem włosy i odwróciła się plecami do lustra.
Znów zobaczyła przed sobą Azarath i świątynie.
W każdej chwili mogła tam wrócić. Joker nigdy by jej tam nie znalazł.
Pomyślała o swojej ostatniej wizycie w rodzinnym mieście, kiedy prosiła Arellę o pomoc. Dlaczego o nią prosiła skoro sama dobrze wiedziała, że proroctwo jest nieuniknione?
Uśmiechnęła się lekko.
Z tego samego powodu, dla którego teraz wciąż była na Ziemi, zamiast w Azarath.
Dla Tytanów... dla przyjaciół.
Nie bała się śmierci, jedyne czego się kiedyś bała to samotność. A ona zniknęła w dniu w którym pomogła Robinowi, Cyborgowi i Bestii w walce z kosmitką.
Nawet jeśli umrze teraz, będzie to całkiem szczęśliwa śmierć. Ze świadomością, że jej przyjaciele wciąż gdzieś tam są... żywi.

Przez piasek o wiele trudniej jej się biegło, jednak nie poddawała się. Odpychała się od podłoża rozglądając się załzawionymi oczami dookoła. Z jej prawej strony, kilkanaście metrów dalej, na brzegu oceanu leżał ogromny głaz. Pobiegła w jego stronę.
Plaża była całkowicie pusta, zresztą nic dziwnego. Gdy dobiegła do swojego celu, wspięła się na skałę i upadła na jej środek. Zakryła twarz przedramionami.
- B-b-best-tiaaa... - wyszlochała ksztusząc się łzami. Krzyknęła.
Odpowiedziała jej głucha cisza. Po chwili wytarła oczy wierzchem dłoni i spojrzała w głąb wody. Zauważyła na dnie bardzo dużo kamyków o różnych kształtach i kolorach. Zsunęła się ze skały, do wody, zanurzając nogi do kolan. Sięgnęła ręką i chwyciła w garść masę kamieni. Następnie wspięła się z powrotem na skałę i otworzyła dłoń. Wytężając wzrok przyglądała się im. Wzięła głęboki wdech i wydech,a następnie ostrożnie użyła swoich mocy by puścić kaczki na wodzie.
Gdy ostatni kamień zatonął w toni, w uszach Terry zadzwoniła cisza. Ponownie się rozpłakała.
Gdy kolejna fala płaczu ustała, podniosła się z głazu i wróciła na brzeg. Szła powoli w kierunku z którego przyszła, ze wzrokiem wbitym w piach. Kiedy dotarła do schodków prowadzących do wyjścia z plaży i stanęła na pierwszym, zauważyła niewielki śmietnik, po drugiej stronie balustrady. Obeszła przeszkodę i podeszła do kosza. W środku leżała pusta, szklana butelka po mleku. Pociągnąwszy nosem, Terra wyciągnęła butelkę. Na etykiecie narysowana była radosna, zielona krówka.
Do jej oczu znów napłynęły łzy.
Jakie było prawdopodobieństwo, że na japońskiej plaży znajdzie butelkę po mleku? I to w dodatku z zieloną krową na etykiecie?
Wzięła zamach i uderzyła butelką w metalowy śmietnik. Dół butelki strzaskał się, jednak szyjka była cała. Słone krople spadły z jej policzków na resztki butelki. Przyjrzała się uważnie ostrym krawędziom szyjki, którą trzymała w ręku. Spojrzała na wolną rękę. Opuściła ręce swobodnie wzdłuż ciała i spojrzała w niebo.
- Bestio, wybacz mi.


A oto notka z okazji mikołajek, wszystkiego dobrego, kochani!🎅