wtorek, 17 lipca 2018

50. Wszystko się zmienia

Od jak dawna przestał patrzeć na czas? Czy było to już w siedzibie Wayne'a, w bezimiennej jaskini, czy może dopiero w Brazylii? Ile czasu już minęło, odkąd wyjechał z Jump City? Jak bardzo zmieniło się jego miasto po tym czasie? Czy było tam bezpiecznie? Jak wyglądało teraz Gotham? Miejsce spoczynku Jinx, Connora, Wondergirl, Supermana i Batmana? Gdzie oni teraz wszyscy byli? Gdzie teraz Cyborg i Bestia grają w gry wideo, Raven czyta książki, a Gwiazdka gotuje coś tamarańskiego?
Gdzie teraz był Joker i jaki miał plan na niego?

Obracał w dłoniach drobny przedmiot. Przyglądał mu się, jakby miał go w ręku po raz ostatni. Sięgnął po znalezione narzędzia i podjął próbę naprawy urządzenia, które trzymał.

Minęło wiele godzin, zanim maszyna wyglądała wreszcie na użyteczną. Podszedł do zakurzonego okna, by lepiej jej się przyjrzeć i dostrzegł kęp zielonych włosów.
Już tutaj był. Teraz, albo nigdy. I uruchomił maszynę.

Wiedział, że się udało, gdy nagle pojaśniało mu przed oczami, a w powietrzu nie dało się już czuć stęchlizny. Otworzył powoli oczy, mając nadzieję, że to nie sen. Gdy zobaczył, gdzie jest, nie mogł powstrzymać uśmiechu. Był w swoim pokoju. Tak dawno tu nie był, że podchodził do każdej rzeczy i dokładnie jej się przyglądał. Zajrzał nawet do szafy.
Naprawdę było tu tyle kostiumów?
Usłyszał przytłumione głosy. Tytani! W życiu nie czuł jeszcze takiego entuzjazmu. Wyszedł z pokoju i rozejrzał się, ale nie zauważył nikogo. Poszedł w kierunku salonu, a głosy były coraz wyraźniejsze. Gdy podszedł do wejścia, stanął jak wryty. Jednak nie musiał nic robić, ponieważ drzwi otworzyły się same.
- O rany, co ci się stało? - spytał Cyborg, stojący najbliżej niego. W istocie Robin był cały w kurzu, pocie i gdzie nie gdzie można było dostrzec zaschniętą krew. Wszyscy wytrzeszczali na niego oczy, ale zdawał się tego nie widzieć. Próbował zapamiętać każdy szczegół tego pomieszczenia. Cyborg stał pare metrów od niego, wyglądało na to, że miał zamiar wyjść z salonu, koło kuchennych blatów opierała się Raven, przed telewizorem siedział Bestia, a przed kanapą stała Gwiazdka. Przyjrzał się twarzy każdego z nich i nie myśląc o niczym, prócz niej, wziął ją w ramiona.

- Wszystko w porządku? - zapytała nieśmiało Gwiazdka, jednak nie odsunęła się. Po chwili zrobił to Robin, bardzo zmieszany.
- Nie wiem, od czego zacząć. - odezwał się, nie mogąc oderwać od nich wzroku. - To bardzo długa historia.
- Nie ma jeszcze południa, co się mogło do tego czasu wydarzyć? - zaśmiał się Beastie - Jeśli chodzi o bałagan w łazience to naprawdę ja to zaraz... - Robin roześmiał się. Tytani spojrzeli po sobie zdumieni.
- Zajmiemy się tym później - odparł - Chodzi o coś bardzo ważnego, ale nie wiem, w jakim momencie jestem... - przyłożył dłoń do twarzy w geście zamyślenia. - Dobrze... od początku. Pamiętacie jak kiedyś Gwiazdka znalazła się w przyszłości?
- Oczywiście - odpowiedziała natychmiast kosmitka - Przez Czasma.
- Zgadza się - potwierdził lider.
- No nie mów, że jesteś z przyszłości czy coś - parsknął Bestia, ale uciszył się, widząc minę przywódcy.
- Dokładnie tak.
- Robin... nie można bawić się czasem, to niebezpieczne - odezwała się Raven.
- Wiem, ale zrozum, że nie miałem innego wyjścia. - spojrzał na nią znacząco.
- Ja w przyszłości umrę, tak? - spytała niespodziewanie Gwiazdka i wszyscy spojrzeli na nią przerażeni - Bardzo ucieszyłeś się na mój widok. Pomyślałam...
- Masz rację, Gwiazdko - przyznał Dick - Ale nie tylko ty umarłaś. Może zacznę od początku... - zamyślił się - Ale nie bardzo wiem, jak działa ta maszyna i jak daleko się cofnąłem.
- Myślałem, że to urządzenie było zepsute - Cyborg przyjrzał się przedmiotowi trzymanemu przez Graysona.
- Naprawiłem je. Ale dalej nie wiem...
- Jesteś w momencie, w którym mieszka u nas Jinx - zająknął się Victor - Ona... jest nieprzytomna.
- Nieprzytomna? - spytał Robin, a po chwili złapał się za czoło - No tak...
- Czy teraz opowiesz nam co się wydarzyło? - zapytała Rachel.
- Spróbuję...

Jego historia była przerywana tylko bardzo częstymi okrzykami zaskoczenia. Opowiadał dosyć ogólnikowo, pominąwszy na przykład fakt, że tak ubolewał nad śmiercią Gwiazdki.
- Przemieszczałem się z miejsca na miejsce, gdzieś była we mnie jeszcze cząstka nadziei - kończył - I wtedy przypomniałem sobie o Czasmie. I że jego maszyna dalej musiała być w sali dowodów w Jump City. Nie miałem nic do stracenia, więc po prostu musiałem ją zdobyć. Była zniszczona, ale cudem udało mi się doprowadzić ją do porządku. I w ostatniej chwili znalazłem się tutaj.
Zapadła cisza. Każdy miał w głowie tyle pytań...jednak nikt tej ciszy nie przerywał. Stali tak, patrząc po sobie i myśląc o tym wszystkim co się stało... co się stanie.
- Więc co robimy? - spytał Bestia - to chyba jeszcze nie koniec, nie?
- Racja. - potwierdził Dick - Musimy...
-.... z-zabić? - spytała przerażona tą perspektywą Star.
- Unieszkodliwić? - spytała niepewnie Rachel.
- Nie mamy wyboru. Nie przeżyliście tego jeszcze, ale zapewniam was, gdybyście widzieli, to co ja, chcielibyście tego. - odpowiedział z trudem Robin - Mogę go zabić sam, ale musicie mi pomóc.
-Nie! - krzyknęła Gwiazdka - Skontaktujmy się chociaż z Batmanem...
- Myślisz, ze oni w to uwierzą? - spytał Cyborg, patrząc w stronę Star - Gdybym nie mieszkał z wami tyle lat i nie widział powrotu Gwiazdki z przyszłości na własne oczy, wziąłbym go za czubka.
- Musimy spróbować - odparł Robin. - Być może to nasza ostatnia szansa, a sami tego nie dokonamy.

- Ważna sprawa? - powtórzył Bruce Wayne przez komunikator. - Zawsze dawałem wiarę twoim wyborom, ale w jak ważnej sprawie trzeba wezwać tylu superbohaterów?
- Chcę to powiedzieć tylko raz, a każdy z nich jest w to zamieszany. Musisz mi zaufać. - Batman myślał chwilę, po czym kiwnął głową.
- Ufam ci, Dick.

Prawdopodobnie pierwszy i - miał nadzieję - ostatni raz był świadkiem tak dziwnej sytuacji. Miał przed sobą kilkanaście ludzi, których śmierć widział na własne oczy, a oni nie mieli jeszcze o tym bladego pojęcia. Czy mu uwierzą?
Opowiedział wszystko jeszcze raz, starając się, by nie pomylić chronologii. Przy takiej ilości katastrof łatwo stracić rachubę. Trudniej było o tym mówić przy większym gronie. Tytani słuchali go z cierpliwością. Ta hałastra ciągle wpadałaby mu w słowo, gdyby nie prośby Batmana o spokój.
Pokrótce wyjaśnił też skąd w jego posiadaniu znalazł się przyrząd mogący cofać czas i podał go Wayne'owi.
- Sam zdecyduj, co z nim zrobić, ale na razie musimy się pospieszyć. Może nie być więcej szans.

Nie bał się bycia przynętą. Wiedział, że dzięki temu może ocalić ich wszystkich. Wreszcie czuł, że jako lider Młodych Tytanów, odpowiednio spełnia swoją rolę.
Jeszcze nie wiedział, czy znajdzie w tym miejscu Jokera, ale według przypuszczeń Batmana mógł tu być. Pozostawało zaryzykować.
I nie pomylił się. Joker stał naprzeciwko niego, pochylony nad stołem z kilkunastoma rodzajami broni. Kiedy Robin zrobił kolejny krok, dopiero wtedy Joker go usłyszał. Podniósł głowę i szeroko się uśmiechnął.
- Uuu Robin, przyszedłeś sam? Chciałeś mnie odwiedzić? Świetnie się skła... - Batman z zimną krwią, w eskorcie kilkunastu innych bohaterów wbił sztylet w kark Jokera. Dla pewności ciął go też w brzuch, serce i prawe płuco. Następnie sprawdził funkcje życiowe.
- Nie jestem sam. - szepnął Dick, patrząc kolejno na ciało Jokera, na Batmana, innych superbohaterów i na Gwiazdkę. "Kiedyś opowiem jej wszystko", obiecał sobie w duchu.

Epilog

Rachel zapukała cicho do drzwi. Bestia otworzył jej w piżamie.
- Raven? - spytał zaskoczony.
- Czy mogę cię o coś zapytać? - przyglądała się swoim ramionom, splecionych na piersiach.
- Właśnie to zrobiłaś - zaśmiał się - Pytaj o co chcesz.
- Pytałeś Robina dlaczego nie wyjaśniliśmy Terrze, co się stało? - rzuciła Rae. W Gotham City pojawili się wszyscy, których Joker miał zabić, z wyjątkiem Terry. Robin wiedział, gdzie jej szukać, jednak nie poinformował jej ani o tym, że miała zginąć, ani o tym, że wie, że dziewczyna udaje amnezję.
- Pytałem - odpowiedział po chwili Beastie - Odpowiedział mi, że mogę to zrobić sam, bo najlepiej wiem, jak to zrobić.
- Powiedziałeś jej?
- Nie. - odpowiedział opierając się bokiem o framugę. - Ani o tym, że wiem, ani o tym, że mogła umrzeć.
- Dlaczego? To znaczy... - zreflektowała się - przepraszam... nie powinnam... - odpowiedziała odwracając się, by odejść, ale przytrzymał jej ramię.
- Co by to zmieniło? - zapytał, poluźniając uścisk. Spojrzała na niego uważnie. Był spokojny. - Udaje, że nas nie pamięta. "Dla mojego dobra" - zrobił cudzysłów palcami - Nie będę się mieszał do jej życia, skoro mnie w nim nie chce.
- Ale... żałuje.
- Długo o tym myślałem. Mogła myśleć co robi. Przeszło mi. - warknął Bestia. - Nie mam zamiaru z nią więcej rozmawiać.
- Przykro mi, Bestio.
- Tobie? Dlaczego? - zdziwił się, jednak natychmiast zastąpił ten grymas uśmiechem - Wokoło jest dużo innych, ładniejszych i mądrzejszych dziewczyn, które docenią mój seksapil - wyszczerzył kły i niespodziewanie zamknął ją w ramionach.
- Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś - odparła, wyswabadzając się z uścisku. - Co do... to chyba dobra decyzja. - stwierdziła i po chwili wahania dała mu całusa w policzek. Ruszyła w stronę swojego pokoju.
- Mam déjà vu - odparł, kładąc dłoń w miejscu pocałunku.


I to tyle! W ten sposób kończy się ta historia, jeśli chodzi o to zakończenie. Jest ono całkiem nowe, i jak wiele moich pomysłów, wpadło nagle. Dajcie znać, czy 'szczęśliwe zakończenie' przypadło wam do gustu i co sądzicie o całości!
Kończąc tę historię, zawieszam moją tytaniczną działalność na jakiś czas. Mówiąc szczerze, mam jeszcze kilka pomysłów w głowie na nowe opowieści, nie mniej jednak, chciałabym nie popełniać drugi raz tego samego błędu i nie publikować nic, przed ukończeniem tego chociaż w głowie. 
Tym samym odcinam się od tego bloga, który właściwie, nie jest nawet moją własnością. 
Jeśli ktoś jest zainteresowany moją ewentualną, dalszą twórczością, zapraszam do pisania do mnie na titansgo.pl (mój nick to: "Kibo"), bądź na e-maila: sz11554@wp.pl
Możecie też zostawić namiary do siebie, jeśli chcecie w taki sposób otrzymać informację. 
I jeszcze raz dziękuję każdemu, kto zechciał to przeczytać. I mam nadzieję do wkrótce!


Kibo